Wywiad z Adamem Fidusiewiczem dla Akpy

Logo agencji prasowej AKPA.

Logo agencji prasowej AKPA.

 

Wywiad przeprowadzony z Panią Magdaleną Gawlikowską z Agencji Akpa.

 

– Swoją przygodę z aktorstwem zacząłeś jako młody chłopak grając w filmie „W pustyni i w puszczy”. Jak wspominasz ten okres?

Trudno jednym zdaniem opisać okres na który składały się: trzy miesiące intensywnej roboty w malowniczej krainie, konfrontację z fascynującymi osobowościami, burzę myśli, marzeń i nadziei, a także późniejszy powrót do domu (pełen kolejnych konfrontacji). Najważniejsze z tego wszystkiego było jednak spotkanie z Gavinem Hoodem (naszym reżyserem i późniejszym zdobywcą Oskara). Ten człowiek zmienił mój sposób myślenia o aktorstwie – pokazał rejony w umyśle, które próbuję zgłębiać do dziś.

 

– Masz jakiś kontakt z Karoliną Sawką, która zagrała Nel? Wasza znajomość przetrwała próbę czasu?

Mam z Nią dość ograniczony kontakt, ponieważ Karolina studiuje w Łódzkiej Szkole Filmowej. Z własnych doświadczeń w Akademii Teatralnej wiem, że czas studiów aktorskich jest czasem wyjętym z życia.
– Jak Ci się pracowało na planie z taki wybitnymi aktorami jak Artur Żmijewski czy Andrzej Strzelecki?

Wtedy nie wiedziałem kim Oni są i może właśnie dlatego pracowało mi się dobrze. Gdybym wiedział, że to „wybitni aktorzy” to pewnie bym się stresował, chciał dobrze wypaść, mądrze mówić i robić te wszystkie głupie rzeczy, które się robi wobec „ludzi ważnych”.

 

– Gdybyś nie był dziś aktorem, w jakim zawodzie się widzisz?

Chciałbym robić coś związanego z komunikacją wizualną, albo ze wspieraniem ludzi, albo PRem. Ostatnio na swoim Instagramie (http://instagram.com/adamfido) mam zaszczyt przedstawiać różnych ciekawych ludzi, oraz ciekawe przedmioty. Sprawia mi to dużą przyjemność.

– Masz jakieś zawodowe marzenie?

Pracować i wciąż fascynować się robotą. Wszystkich, którzy chcą pomóc mi w spełnianiu zawodowego marzenia zapraszam na stronę http://fidusiewicz.pl

 

 – Rzadko można Cię zobaczyć na tzw. ściankach i eventach branżowych. Czy to znaczy, że świat show biznesu Cię nie pociąga? Liczy się tylko prawdziwe aktorstwo?

Ostatnio nie po drodze mi na branżowe szołbiznesowe imprezy. Po prostu. Jeśli jednak mowa o konflikcie „prawdziwe aktorstwo kontra szołbiznes”, to raczej w niego nie wchodzę.

Daleko mi do takiego gadania: „interesuje mnie tylko sztuka wysoka, gardzę komercją”. Nie opłaca się tak mówić, bo jak się potem zrobi inaczej to jednemu jest głupio, a drudzy mają satysfakcję z wytykania palcem.

Wielu było aktorów, którzy opowiadali, że nigdy nie zagrają w reklamie, albo serialu… i co? I przyszły inne czasy. Wszystko się zmienia.

– Na pewno jak każdy miewasz gorsze dni. Co wtedy sprawia Ci przyjemność?

Są dwie możliwości: Pierwsza –

Jeśli się nie wyśpię, to zamieniam się w zombie (żywego trupa). Egzystuję, ale bez większego sensu. Wtedy bardzo siebie nie lubię.

Druga – jeśli pomimo wyspania mam doła, to prawdopodobnie brakuje mi bodźców zewnętrznych. Wtedy należy obejrzeć dobry film, poczytać inspirującą książkę, wciągnąć się w jakiś nowy świat i wyciągnąć z niego cząstkę energii. Oprócz tego zawsze skuteczny jest wysiłek fizyczny – pół godziny na rowerze odpala mi w mózgu endorfiny (hormony szczęścia).

– Prowadzisz niecodziennego bloga. Zamiast wrzucać swoje setne zdjęcie, co jest teraz bardzo modne, Ty publikujesz zdjęcia naszej rzeczywistości, często przezabawnej. Skąd taki pomysł?  

Na blogu zaspokajam potrzeby dociekliwego dziecka, które wszędzie musi zajrzeć i wsadzić palec. Robię zdjęcia rzeczom, które przykują moją uwagę, a efektem dzielę się z widzami na blogu http://mroczne-kalesony.blog.pl .

Jeżeli chodzi o wstawianie swoich zdjęć – robię to! Używam do tego Instagrama. Posługuję się nim jednak trochę inaczej. Nie wrzucam zdjęć przedstawiających wyłącznie moją twarz z miną numer 1, 2 lub dziubkiem. Taki komunikat oznacza: „Patrzcie na mnie! Podziwiajcie mnie! Jestem super!”. Nie chcę wysyłać światu takiej wiadomości. Dlatego umieszczam zdjęcia siebie w towarzystwie kogoś lub czegoś, czemu poświęcam całą uwagę i opis. To taka moja konwencja, dzięki której przekierowuję uwagę czytelnika i umywam ręce od narcystycznych pobudek.

– Przeglądając Twojego bloga, od razu widać, że masz poczucie humoru. Umiesz się śmiać z siebie?

Myślę, że tak. Ale każdy powie, że umie, nawet ci co nie potrafią. Musisz mnie sprawdzić w boju, żeby się przekonać.

– Grasz w serialu „Na Wspólnej”. Twój bohater wdał się w romans ze starszą od siebie kobietą. Jakie niespodzianki czekają na Maksa Brzozowskiego w kolejnym sezonie?

Niespodzianek będzie bardzo dużo. Romans ze starszą kobietą to jedno, a utrzymanie tej znajomości to drugie. Wystarczy wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności (Ona uchodzi za wyrachowaną i zimną, On ją kocha i nienawidzi) by być pewnym, że kolejny sezon przyniesie wiele zwrotów akcji!

– Widzowie podejrzewają, że Maks nie dońca jest szczery w swoich uczuciach. Czy słusznie?

Według mnie Maks jest całkowicie szczery w swoich uczuciach, tyle tylko, że te uczucia się stale zmieniają.

 

– Dostrzegasz u swojego bohatera jakieś bliskie Ci cechy?

Historia Maksa jest inna niż moja. On podejmuje decyzje, których ja bym pewnie nie podjął, więc uważam, że nie jesteśmy podobni. Ale z drugiej strony to właśnie ja buduję tę postać przelewając w nią samego siebie, korzystając z własnych reakcji, spojrzeń, procesu zbierania myśli, dlatego też dostrzegam w Maksie cząstkę siebie. Oprócz tego wyglądamy podobnie.

– Czy to prawda, że zagrasz w „Dzwonach Wojny” („The Passing Bells”) produkcji polsko brytyjskiej produkowanej przez stację telewizyjną BBC?

Tak to prawda. Warto wspomnieć, że reżyserem jest Brendan Maher, który pracował ostatnio nad serialem „Spartakus”. A scenografem jest Ashleigh Jeffres, autor przestrzeni do „Gry o Tron”. Wcielę się w postać pruskiego kaprala z wąsem i będę musztrować swoich żołnierzy.

– Grasz już w kolejnym sezonie „Czasu honoru”, który tym razem przeniesie widzów do czasów Powstania Warszawskiego. Jak przygotowywałeś się do swojej roli?

Wychodzę z założenia, że im więcej przygotujesz się w domu, tym mniej będziesz kłamać na planie. Dlatego podszedłem do tematu Powstania bardzo intensywnie. Na wielu płaszczyznach:

  1. Spędziłem wiele godzin w Muzeum Powstania Warszawskiego oswajając się z eksponatami i czytając ich historię. W ten sposób chłonąłem atmosferę. Pewnego razu zastanawiając się nad symboliką Wilka (tak nazywa się mój bohater) zaczepiłem Panią przewodniczkę Ilonę. Zaczęliśmy długo rozmawiać. Dialog był tak intensywny, że wyszedł poza mury Muzeum. Ilona jest teraz moim „Osobistym Konsultantem” a także „Prywatną Muzą Powstańczą”. Proponuje mi książki i filmy. Otwiera mi głowę. Żywo opowiada o dowódcach. Analizuję z Nią także zagadnienia scenariuszowe. Ostatnio tłumaczyła mi struktury kontrwywiadu.
  2. Na okrągło słucham płyty zespołu Lao Che pt. „Powstanie Warszawskie”. Jest to doskonały krążek. Teksty są bardzo inspirujące i błyskotliwe. Zachęcają do zgłębiania tematu. Największą mocą tego albumu jest narracjia emocjonalna przebiegu Powstania. Na samym początku czuję euforię związaną z przygotowaniami do rozpoczęcia, następnie niepokój i znużenie przeciągającymi się walkami, później rozpacz, strach, a na końcu wycieńczenie i oddanie życia idei. Gdy słucham tej płyty mam poczucie, że służę ważnej sprawie.
  3. Świetnym materiałem do pracy nad rolą Wilka okazała się książka pt. „Made in Poland” – wywiad rzeka z Stanisławem Likiernikiem, żołnierzem Kedywu. „Rozpoznani” to kolejna książka z której korzystałem. Jest to zbiór wspomnień Powstańców rozpoznanych na kronikach fimowych. Daje wgląd w różnorodność postaw, przeżyć i stosunku do tematu. Inną pozycją jest „Zagłada Ochoty” – opowiada o tym co Ronowcy wyczyniali na mojej dzielnicy.
  4. Wielokrotnie oglądam filmy „Pianista”, „Idź i Patrz”, „Akcja pod Arsenałem”, „Szeregowiec Ryan”, aby lepiej przestudiować życie wojenne. Na moją wyobraźnię najlepiej działają sceny na ekranie, niż litery w książce.
  5. Razem z Weroniką Humaj zorganizowaliśmy osobiste spotkanie z Panią Marią „Kamą” Stypułkowską. Uczestniczyła Ona w sześciu akcjach likwidacyjnych oficerów Gestapo, m.in. Franza Kutscherę. Dzięki życzliwości Jej syna Pana Mirosława Chojeckiego udało nam się skontaktować i umówić na spotkanie w podwarszawskim domu. To był dla nas duży zaszczyt. Zostaliśmy podjęci dobrą herbatą i doskonałym ciastem śliwkowym (zjadłem cztery kawałki). Odbyliśmy półtoragodzinną rozmowę, w trakcie której usłyszeliśmy historie wbijające w ziemię. Zadawaliśmy pytania z punktu widzenia aktorskiego, pomagające nam w zrozumieniu naszych postaci serialowych. Skupiliśmy się na interakcjach międzyludzkich i stanach emocjonalnych.
  6. Regularnie odbywam podróże rowerowe z „Przewodnikiem po Powstańczej Warszawie”. Takie wycieczki dają dużo do myślenia. Zupełnie inaczej patrzę teraz na to miasto. Od dziecka przechodziłem obok różnych tablic upamiętniających waleczną śmierć Polaków. Teraz zaczynam łączyć wszystkie te tablice, niczym puzzle, i całość zaczyna być spójna. Zupełnie inaczej widzę teraz Warszawę. Widzę jak wiele wycierpiała.

 

 

– Czy ktoś z Twojej rodziny brał udział w Powstaniu? Masz jakieś relacje z „pierwszej ręki”?

Mój dziadek Stefan „Szpak” Fidusiewicz brał udział w Powstaniu. Niestety zginął od bomby, więc nie było mi dane usłyszeć relacji z „pierwszej ręki”. Dziadek wcześniej służył w 1. Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. W 1920 roku otrzymał Krzyż Virtuti Militari. Historia była taka: Pod Celestynowem, stanął na torach i mając nienabitą broń, zatrzymał transport żołnierzy Rosyjskich. Wszystkich wziął do niewoli. Myślę, że taki blef wymagał stalowych nerwów.

– Wiem, że dużo czasu spędziłeś ostatnio w Muzeum Powstania Warszawskiego. Myślisz, że masz już na tyle wiedzy, żeby zostać przewodnikiem? Czułbyś się na siłach?

 Chyba nie mam wystarczającej wiedzy by być przewodnikiem 😉 Trochę wiem, ale porządkuję tę wiedzę w zupełnie innym celu. Nie historycznym, tylko emocjonalnym. Na przykład czytam relacje opisujące okrutne zachowanie wroga i dzięki temu nienawiść mojej serialowej postaci do Niemców staje się intensywniejsza i żywsza.

– Co było dla Ciebie najtrudniejsze do zagrania w tej roli?

Najtrudniejsze sceny dopiero przede mną. Ale jak już mówiłem – im więcej ćwiczysz w domu, tym mniej kłamiesz na planie. Zobaczymy, czy to się sprawdzi.

 

– Jak spędzasz swój czas wolny?

 Ostatnio głównie przygotowuję się do roli. Raz na jakiś czas wychodzę do ludzi, żeby upewnić się, że nie zdziczałem i że mój kontakt z rzeczywistością jest względnie poprawny.

 

– Masz już jakieś plany wakacyjne? Podobno planowałeś wyjazd do Azji?

Planowałem wyjazd do Azji w celu zarobkowym. Chwilowo przełożyłem ten pomysł, ale po skończeniu „Czasu Honoru” rozważę go ponownie.

 

– Czy popularność bardziej Cię cieszy czy Ci doskwiera?

Złości mnie to, że osoby pojawiające się w telewizorze zyskują status bohaterów, herosów, bez względu na to jakimi są ludźmi (śmieszą mnie ci, którzy uwierzyli, że naprawdę są herosami).

Bardzo często osoby „telewizyjne” z założenia traktuje się jako kogoś lepszego (ekskluzywny towar). A jak coś robi się „z założenia”, to często bezmyślnie, bezkrytycznie.

I chyba tyle mam do powiedzenia w sprawie tak zwanej popularności.

 

Logo agencji prasowej AKPA.

Logo agencji prasowej AKPA.