Wywiad z Adamem Fidusiewiczem do AKPY

Logo agencji prasowej AKPA.

Logo agencji prasowej AKPA.

 

Oto wywiad z Adamem Fidusiewiczem do AKPY, przeprowadzony przez Panią Aleksandrę Siudowską. Fragmenty tej rozmowy zostaną wykorzystane do materiału w TeleTygodniu, który ma się ukazać we wrześniu.

 

– Dołączyłeś do obsady serialu „Czas honoru”. Jak przyjęła Cię stara gwardia?

Nie tylko ja byłem nowy. Do obsady dołączyła cała garść młodych aktorów (Janyst, Chodorowski, Musiał, Pawłowski, Humaj, Sawczuk). Dlatego też zanim rozpoczęło się kręcenie serialu, spotkaliśmy się na kawę, później poszliśmy do muzeum, innym razem poszliśmy do kina, a jeszcze innym na koncert. Okazało się, że wspólne spędzanie czasu bardzo dobrze nam robi. Kiedy ruszyły zdjęcia, to właśnie my stanowimy silną paczkę, z którą stara gwardia musiała się zmierzyć. Po rozegraniu meczu piłki nożnej (starsi vs młodsi) wszystkie bariery runęły i powstała nowa „honorowa” ekipa.

 

– Co robiłeś w ramach przygotowania do serialu?

Najpierw dokładnie przeczytałem wszystkie swoje sceny. Rozrysowałem szkic mojej postaci, zaznaczając najważniejsze punkty zwrotne. Stopniowo starałem się wszystko wypełnić emocjami i intencjami, które zbierałem z różnych źródeł: czytałem publikacje o Powstaniu, oglądałem filmy wojenne, odwiedzałem Muzeum Powstania Warszawskiego, spotykałem się z ludźmi, którzy przeżyli Ten Czas.

Bardzo pomocny okazał się „Przewodnik po powstańczej Warszawie”, z którym przemierzałem miasto odwiedzając historyczne miejsca.Świetnie napisana książka „Rozpoznani” dała przegląd ludzkich losów. Wywiad rzeka ze Stanisławem Likiernikiem „Made in Poland” zainspirował mnie ciętym językiem (potrzebnym do roli).

Oprócz tego zwróciłem się do moich kolegów: Józka Pawłowskiego („Miasto 44”) i Marcela Sabata („Kamienie na szaniec”), prosząc by podzielili się filmami pomocnymi przy pracy. Tak oto otrzymałem „Cienką czerwoną linię”, „Idź i patrz”, „Pianistę”, „Szeregowca Ryana”, „Listę Schindlera”, „Czas Apokalipsy”.

W Muzeum Powstania Warszawskiego spędziłem dużo czasu przyglądając się eksponatom i próbując zrozumieć jak funkcjonował Tamten Świat. Spotkałem tu Panią Przewodnik Ilonę, którą zapytałem o symbolikę wilka (bo tak nazywa się mój bohater). Nasza znajomość wyszła poza mury Muzeum. Od tej pory Ilona jest moją Powstańczą Muzą i „osobistym konsultantem”. Zgłaszam się do Niej z każdą wątpliwością, a Ona żarliwie dzieli się swoją wiedzą.

Wspólnie z Weroniką Humaj dotarliśmy do Pani Marii „Kamy” Stypułkowskiej-Chojeckiej (legendarnej łączniczki i sanitariuszki, która brała udział w zamachu na dowódcę SS Franza Kutcherę). Zechciała nas zaprosić do swojego domu. Zostaliśmy podjęci pyszną herbatą i ciastem śliwkowym. Przez półtorej godziny rozmawialiśmy o uczuciach, emocjach i stosunkach międzyludzkich panujących w czasie Powstania. Było to ogromne doświadczenie.

 

– Udział w „Czasie Honoru- Powstanie warszawskie” wiązał się z tym, że z pewnych swoich planów musiałeś zrezygnować.

To prawda. Przygotowywałem się do dwumiesięcznego wyjazdu do Azji. Chciałem zwiedzić świat i poszerzyć światopogląd, jednak propozycja roli w „Czasie honoru” okazała się większym wyzwaniem i szansą rozwoju. Odwiedzę Bollywood innym razem.

 

– Pamiętasz swoje emocje związane z propozycją udziału w serialu?

Najpierw był casting. Uznałem, że pójdę, choć nie spodziewałem się zwycięstwa. Zawsze jednak marzyłem, by zagrać powstańca. Jestem Warszawiakiem, czuję to miasto i jego historię. Ponadto mój dziadek był żołnierzem i brał udział w Powstaniu. Moja rodzina zawsze opowiadała mi jego historię. „Czas honoru” pozwolił mi zmierzyć się z tym mitem. Mogłem spróbować zrozumieć istotę duszy ludzi znajdujących się ekstremalnej sytuacji. To bardzo trudne. Uczy pokory.

 

– A czy produkcja jakoś przygotowała Was do tego projektu?

Oczywiście. Przeszliśmy szkolenie strzeleckie, poznaliśmy różne rodzaje broni z okresu II Wojny Światowej. Wspólnie z reżyserem obejrzeliśmy odnowione kroniki Powstania Warszawskiego. Na planie jesteśmy pod opieką Grupy Historycznej „Radosław” – chłopaki dają nam wskazówki jak trzymać pistolety maszynowe (aby niechcący nie zastrzelić kolegi), gdzie chować granaty, jak poruszać się pod obstrzałem CKMu, gdzie kryć się w trakcie bombardowania. My dzielimy się z nimi naszą wiedzą aktorską.

 

– Współczesna ocena tamtych zdarzeń jest dość krytyczna. Co Ty o tym sądzisz?

Łatwo jest dzisiaj usiąść przy kawce i w wygodnych kapciach rozważać konsekwencje Powstania. Trzeba jednak pochylić się nad tamtymi czasami. Ludzie byli wychowywani w duchu patriotyzmu, ich ojcowie walczyli o wolność w Pierwszej Wojnie Światowej. Największymi wartościami były Bóg, Honor, Ojczyzna. Myślę, że należy zaakceptować fakt, że Powstanie miało miejsce i oddać cześć tym, którzy w nierównej walce potrafili poświęcić życie.

 

– W serialu sporo jest scen batalistycznych i pirotechnicznych. Miałeś swojego dublera?

Nie. Jestem typem narwańca, który wszystkie niebezpieczne sceny chce nagrać sam. Sam chcę rzucić się plecami na gruz, sam chcę odrzucić lecący w naszą stronę granat, sam chcę skoczyć z ostrym nożem w tłum Niemców, sam chcę obezwładnić mobilny ładunek wybuchowy.

 

– Czy charakteryzacja, kostiumy i scenografia pomogła Tobie przygotować się do tego projektu?

Tak. (śmiech) Nawet jak źle zagramy, to obroni nas scenografia i charakteryzacja, bo są naprawdę na najwyższym poziomie. A tak na serio – nawet najlepszy kostium nie ukryje braku myślenia, dlatego ważne jest by wszystkie piony współpracowały ze sobą.

 

– Marian pseudonim Wilk. Opowiedz coś więcej o swojej roli.

Już samo słowo „wilk” wiele mówi o mojej postaci: chodzi własnymi ścieżkami, jest drapieżny, nieujarzmiony i bystry. Lubi świeże niemieckie mięso i korzysta z każdej okazji, by rzucić się do gardła. Lepiej nie wywoływać Wilka z lasu.

 

 

Dziękuję za rozmowę!