Grazia: Hejt i Trollowanie

W najnowszym magazynie Grazia ukazała się rozmowa z Adamem Fidusiewiczem, Kamilą Szczawińską i Pauliną Młynarską na temat hejtu w szkole. Rozmowę prowadziła Anna Hernik, a sesję zdjęciową wykonał Piotr Porębski.

fot. Piotr Porębski

 

 

  • Adam, jak wspominasz szkołę? Czułeś się dobrze wśród rówieśników?
  • W podstawówce miałem bardzo zgraną klasę, lubiliśmy się, spędzaliśmy wspólnie czas, graliśmy w nogę, rysowaliśmy. Byliśmy równi. Nie pamiętam, żeby ktoś odstawał od grupy. Czułem się nawet spoko gościem (śmiech). Potem skończyła się podstawówka i zaczęły wakacje. Dostałem rolę w filmie „W pustyni i w puszczy” i wyjechałem do Afryki na trzy miesiące. Wróciłem do Polski miesiąc po rozpoczęciu nauki w nowej szkole – liceum. Pojawiło się pytanie „Jaki będzie ten Stasio”?

 

  • Pierwszy miesiąc w nowej szkole to ważny moment.
  • Tak, wszyscy zdążyli się poznać, podobierać w grupki. Kiedy ja pojawiłem w klasie, miałem nadzieję, że będę tak samo lubiany jak w podstawówce (bo niby czemu miało by się coś zmienić)? A tu nagle dostałem prztyczka w nos. Nowa klasa podzieliła się na trzy grupy –negatywnych, neutralnych i pozytywnych. Najbardziej aktywowali się negatywni, głośno krzyczeli i dlatego miałem poczucie, że nie lubią mnie wszyscy. Taki sam mechanizm widać na forach internetowych – najwięcej udzielają się negatywni.

 

  • Jak ci dokuczali?
  • Na korytarzu krzyczeli za mną: Stasiu spie…. do puszczy, a kiedy się odwracałem, udawali, że to nie oni. Każdy uczeń miał swoją szafkę zamykaną na kluczyk, moja była regularnie wbijana pięścią. Musiałem chodzić do woźnego i prosić, żeby ją zreperował. Miałem tego dosyć. Pamiętam, że to był dla mnie szok – nagle dostałem etykietkę „leszcza”. Nie potrafiłem tego zrozumieć! Przecież zawsze byłem spoko, a tu nagle…?

 

  • Tym bardziej, że nic złego nie zrobiłeś.
  • No właśnie, nic się takiego nie stało, oprócz tego, że zagrałem w filmie i przyszedłem miesiąc później do szkoły. Pamiętam, że bardzo to odchorowałem i nabrałem ogromnego dystansu do ludzi. Cały czas byłem czujny, miałem nastawione uszy na to, czy ktoś nie mówi o mnie źle. Dużo czasu zajęło mi, żeby to przepracować i nabrać spokoju ducha.

 

  • Jak sobie radziłeś z tą sytuacją?
  • Na różne sposoby. Próbowałem być otwarty, zagadywać, przekuwać wszystko w żart, zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Ale w końcu zmieniłem szkołę, bo już nie dałem rady. Stwierdziłem, że nie mam siły udowadniać, że nie jestem wielbłądem (śmiech). Ta zmiana uświadomiła mi też ciekawą rzecz. W pierwszym liceum (szkoła sportowa) pełniłem funkcję ruchowej niedojdy o naukowych zapędach kujona. W drugim liceum (klasa matematyczno-fizyczna) było odwrotnie, uważano mnie za atletę z problemami intelektualnymi. Na własnej skórze przekonałem się o tym jak silne są etykiety, i jak mocno można uwierzyć w role, które otrzymujemy od innych. Na szczęście jeszcze raz zmieniłem szkołę i ten trzeci wybór był najlepszy, wtedy skończyły się moje problemy.

 

  • Te zmiany szkół nie były męczące?
  • Były i to bardzo, ciągle czułem się wykorzeniony. Wtedy miałem poczucie, że nie mam jednego miejsca, do którego przynależę. Teraz, gdy patrzę na to z perspektywy widzę też plusy. To mi pokazało, że umiem dać sobie radę w trudnych sytuacjach, ale też, że nie ma sytuacji bez wyjścia, że zawsze można próbować coś zmienić, choćby szkołę. Należy ucinać wszystkie toksyczne znajomości. Otaczać się tylko takimi osobami, przy których kwitniemy.

 

  • Do takich wniosków trzeba dorosnąć.
  • Tak, na początku wszystko wydawało się dużo bardziej przytłaczające. Pamiętam, że miałem chęć udowodnić, że jestem super, pokazać wszystkim, że się mylą w swoich ocenach. Ta potrzeba udowadniania była bardzo męcząca.

 

  • Sięgałeś wtedy po pomoc dorosłych?
  • Nie, raczej nie. Wtedy o hejcie się tyle nie mówiło. Każdy radził sobie, jak umiał. To była „wolna amerykanka”. Ja przede wszystkim próbowałem nie dać się całkowicie zaszczuć. Czułem, że muszę znaleźć swoją oazę – bezpieczne miejsce. Poznałem grupę ludzi o podobnych zainteresowaniach i trzymałem się z nimi w każdej wolnej chwili. To bardzo pomogło.

 

  • Skąd miałeś na to siłę?
  • Nie wiem, czy to była siła… Raczej instynkt samozachowawczy – jakoś musiałem sobie radzić.

 

  • Rodzice cię wspierali?
  • Było im bardzo przykro z powodu tego, co się działo. Pamiętam, że i dla mnie i dla nich trudne były momenty kiedy pytali: i jak było w szkole? A ja odpowiadałem: jak zwykle, czyli beznadziejnie. Jedynym wyjściem z sytuacji okazała się zmiana.

 

  • Jeszcze w liceum zacząłeś grać w „Na wspólnej”, jak wtedy reagowali rówieśnicy?
  • W tym trzecim liceum miałem bardzo dobrych kolegów. Poza tym rzadko bywałem na lekcjach. Kiedy dołączyłem do ekipy serialu, producenci wystąpili do szkoły z prośbą o indywidualny tok nauczania. Jestem wdzięczy produkcji, że tak mnie wsparła.

 

  • Rozumiesz te dzieciaki, które hejting dotyka tak bardzo, że odbierają sobie życie?
  • Jestem w stanie wyobrazić sobie co czują i, że jest to nie do zniesienia. Kiedy ma się wrażenie, że cały świat, który się zna, nie akceptuje cię, że jest się beznadziejnym, jedyne co przychodzi do głowy to skończenie z tym światem. Ale to pułapka! Nie ma tylko jednego jedynego świata. Jest ich całe mnóstwo. I jeśli uda się poznać inne światy, inne środowiska to ostatecznie wybierzemy sobie miejsce w którym czujemy się dobrze. Trzeba tylko otworzyć się na poznawanie.

 

  • Czy myślisz, że Internet sprzyja hejtowi?
  • Na pewno tak, bo ten hejt ma o wiele większy zasięg. Niewyobrażalny. Abstrakcyjny. Jeśli jedna osoba w Necie pisze o Tobie źle, to masz poczucie, że stoi za nią całe miasto. Myślę, że hejtowi sprzyja też konsumpcja. Znalazłem takie zdanie, że konsumpcja jest lekarstwem na niskie poczucie własnej wartości. To jest to, że chcemy mieć modne gadżety, bo one dają nam fikcyjne poczucie przynależności do jakiejś grupy. Tych lepszych, fajniejszych. Ci, którzy tego nie mają często są poza nawiasem. Teraz fajnie być wysportowanym, mieć fajne towarzystwo, fajny samochód, fajne życie, fajny telefon, jeść fajne jedzenie, być na fajnych imprezach. Ostatnio miałem do czynienia z młodymi ludźmi i wytłumaczyli mi, że teraz liczy się „fejm”, czyli popularność. Jakakolwiek. Za cokolwiek. Byle tylko kciuki (lajki) się zgadzały.

 

  • Spotykasz się z takimi dziećmi?
  • Tak, prowadzę zajęcia artystyczne, a czasami jestem zapraszany do różnych szkół jako gość. Ostatnio byłem w pewnej miejscowości i opowiadałem o studiach aktorskich, o ćwiczeniach dykcyjnych, o pracy z kamerą. Słuchała mnie grupka miłych, mądrych, lekko onieśmielonych młodych ludzi. Później niektórzy dodali mnie do znajomych na Instagramie (serwis społecznościowy). Nie poznałem ich. Dziewczynki stały w wyzywających pozach, umalowane, nie wierzyłem, że mają piętnaście lat. Taka kreacja jest teraz na porządku dziennym. I to też podnieca hejt, bo ceni się bardziej tych, którzy robią dziubki, pokazują brzuchy i pośladki. Pozostali odpadają z gry.

 

  • A co z indywidualistami, tymi, którzy nie mają modnych spodni czy gadżetów nie dlatego, że ich na nie stać, tylko że nie chcą robić tego co inni?
  • Zdarzają się silne osobowości, które potrafią wszystkich przekonać, że właśnie ich odmienność jest super. To bardzo ciekawe przypadki. Rzadkie. Najczęściej jest tak, że ktoś nie ma fajowych gadżetów, jest nieśmiały, cichy i staje się doskonałym materiałem do gnębienia. Na pewno w tym, by młody człowiek miał tę wewnętrzną siłę pomaga dobry, nastawiony przyjaźnie dom, rodzina.

 

  • Pęd za popularnością występuje wszędzie. Ty też jesteś popularny.
  • Pamiętam, że dotknęło mnie to najbardziej w czasie, gdy występowałem w „Tańcu z gwiazdami”. Zobaczyłem wtedy, jak działa ten mechanizm, gdy wystawiasz się na ocenę, a twoje być albo nie być zależy od ilości wysyłanych sms-ów, od słupków oglądalności. Lokowanie samooceny w chwiejnej aprobacie kapryśnego widza nie prowadzi do niczego dobrego. To samo tyczy się zbierania „fejmu” w Sieci. „Fejm” jest złudzeniem i nie przekłada się na prawdziwe uczucia. Warto o tym pamiętać publikując swoje zdjęcia. Wrzucaj zdjęcia, ale nie wierz w to, że ilość lajków spowoduje, że staniesz się szczęśliwszym człowiekiem. Siły należy szukać gdzie indziej.

 

 

 

fot. Piotr Porębski